Wyczerpująca praca na targach weselnych

Przenigdy nie pracowałam tak ciężko, jak w tym miesiącu. Praktycznie każdego dnia miałam jakieś zlecenie i mało dni wolnych. Pracowałam też w weekendy, czego nie lubię. W największym stopniu niepokoi mnie robota w niedzielę, bo piątek i sobotę jeszcze jakoś zniosę, ale niedziela? To dla mnie zmora. Najmniej kłopotów miałam na targach weselnych.Na samym początku sądziłam, że będzie to najgorsza z moich prac, bo to przecież ogromne poruszenie i powinno się wykonywać pracę możliwie dziesięć godzin codziennie na wielkiej hali. Już na samym początku producent sukien ślubnych oznajmił mnie, że nie będzie obijania, bo na takie targi napływa mnóstwo ludzi, a szczególnie przyszłych panien młodych, które są niezwykle raźne, podekscytowane swoim ślubem i biegają jak opętane po całej sali i wyszukują wymarzonych sukienek, tortów, zespołów muzycznych, sal ślubnych. Od razu pomyślałam, ze to pewien totalny zmora i że pewnie nie zniosę tam całkowitego dnia. I nadal ten producent sukien ślubnych, który na dodatek jest też producent sukienek komunijnych, więc pewnie orientuje się w tym biznesie. Jest nader stanowczy i nie wiem, czy wytrzymam z nim trzy dni w pracy. Zakomunikował, że przypilnuje wszystkiego i na pewno będzie całkowity czas na Sali podczas tych targów, bo nader mu na tym zależy. No i był.Sądziłam, że tylko dowcipkuje, że przyjedzie rzeczywiście na chwilę, aby zbadać sprawę, ale zaraz po pewnym czasie odjedzie. Czułam się cały czas obserwowana i wszystko leciało mi z dłoni. Ale tylko pierwszego dnia. Szef okazał się być nadzwyczaj miły i szlachetny dla swoich pracowników. Nie sądziłam, ze będzie nam się aż tak prawidłowo pracować. A te trzy dni zleciały mi niesłychanie śmigle i słodko, a po pracy nie czułam się nawet zmęczona. Oby więcej takich poleceń w przyszłości, a zdarzają się nieczęsto.